Miesięczne archiwum: Marzec 2015

Dwie rzeczy, których nie powinno się mówić dzieciom

Siedziałem ze swoją młodą ostatni tydzień,  młoda jako typowy przedstawiciel przedszkolaków – chora na ospę, wiadomo wiek wczesnoprzedszkolny itata jego obowiązkowe choroby. Mój dzień wyglądał następująco: wstać, zrobić śniadanie, dać lekarstwo, wysmarować bąble, pobawić się z córką/dać jej kredki i niech rysuje, dać drugie śniadanie, pooglądać bajki, położyć spać ( jak się uda ), ogarnąć coś na obiad, pobawić się z młodą ( klocki/ rysowanie/ malowanie/ klejenie/ chowanego/ bajki ),  zapodanie owoców i z wywieszonym jęzorem oczekiwanie na nadejście supermamy, która wspomoże wykończonego tatę i przejmie ster. A ja mógłbym wygodnie się jebnąć na sofę, by wykonać popołudniową drzemkę.

Podczas tego tygodniowego maratonu, który był jednocześnie kolejnymi następującymi po sobie dniami świstaka, po raz kolejny doceniłem pracę mam i pań przedszkolanek, które są bardziej cierpliwe  i mają lepsze przełożenie na dzieci niż zagubiony ojciec ( chociaż zabawy wymyślam chyba lepsze, wiadomo kid4life ;). Dobra będę już dopływał do brzegu… przez ten ciężki czas nauczyłem się, by nie mówić do dziecka dwóch rzeczy.

Pierwszą z nich jest zwrot „Przestań” – oczywistą oczywistością jest, że młoda nie wie, co ma przestać robić ( wrzeszczeć, malować po stole, kopać w krzesło? ) zdecydowanie lepszym będzie precyzyjniejsze wyartykułowanie naszego komunikatu – przestań krzyczeć, malować, kopać pana… whatever. Niestety parę razy złapałem się na tym, że wściekałem się, że nieskutecznie komunikuję i powoduję frustrację swoją i młodej.

Druga sprawa to wyrażenie „Bądź grzeczna” – ta sama  melodia co poprzednio, problemy dzieci z rzeczowym myśleniem, nie do końca wiadomo jak wygląda grzeczna dziewczynka, dla każdego może to być coś trochę innego. Jako, że młokosy ciągle się uczą nie można mieć pretensji, że nie wiedzą o co biega. Na pytanie, czy będziesz grzeczna, młoda odpowiadała tak, by za minutę robić coś zupełnie niezgodnego z deklaracją. Oczywiście rodzic nakręca się i powstaje zwarcie na linii dziecko-tata. RADA: Znów używamy dokładniejszego określenia – mów ciszej,  nie przerywaj dorosłym i tym podobne celniejsze zwroty.

OK

Plus, że tydzień w domu spowodował nieznaczne, ale jednak zwolnienie tempa. Dużo jeszcze jest do nauki dla taty, jeśli chodzi o obsługę dziecka. Teraz popijam Jagermeisterka i relaksuje się dumnie przy klawiaturze. Pamiętajcie – dzieci lubią konkret.

Rowerem do pracy – przezwyciężamy niechęć

Środowisko do jazdy rowerem

Trójmiasto jest jednym z miast o mocno wykształconej infrastrukturze dla rowerzystów, to powinno sprzyjać dojazdom do pracy za pomocą dwóch kółek, to po pierwsze. Nieodzowna jest też chęć uruchomienia mięśni i przezwyciężenie własnego lenistwa oraz przeszkód w i po podróży do pracy, które tutaj opiszę. Przede wszystkim musimy odpowiedzieć na pytanie jak osiągnąć równowagę pomiędzy uczuciem bycia zużytym po dojeździe, a byciem w stanie nazwijmy to biznesowo wyjściowym. Postaram się rozwiać ten dylemat, nikt chyba nie lubi siedzieć w pracy i pachnieć niczym skunks.

Powody dla których warto dojeżdżać do pracy rowerem, które są mniej lub bardziej oczywiste:

  •  rower – to dobre dla środowiska – wow – szczerze jeśli to byłby jedyny powód to wolałbym zanieczyszczać i dojeżdżać trzyzero V8
  • zmniejszenie korków ( ziarnko do ziarnka ),
    na rower
    myslę o rowerze
  • poranne przewietrzenie się i wejście na rower, obudzi, podniesie poziom endorfin – będziecie się czuli szczęśliwsi, także ten… NO WARTO!
  • argument trafiający do pań – dupka będzie wyglądała smacznie.
    na rower !
    chodź na rower
  • kwestie finansowe to co lubią grzebiący w Excelu, jeździsz rowerem – nie płacisz za paliwo ($_$), tu warto się zatrzymać. W skali miesiąca to w moim przypadku jakieś 400PLN = 4800 PLN rocznie  – ale nie przesadzajmy z ekstremizmem – sezon to kwiecień – wrzesień czyli 2400 PLN – też nieźle.

Wyzwania do przezwyciężenia ( łatwizna ):

na rower w kasku – po jego zdjęciu możemy przypominać tzw. wkurzonego Szopena, więc należy, albo skrócić włosy i nie mieć problemu, albo dokonać ponownego mozolnego ułożenia hipsterskiego sznytu. Protip dla kobiet to użycie tzw. suchego szamponu, czyli odświeżenie włosów – nie wiem, nie używam, przekazuję dalej do samodzielnego wykonania riserczu.

Przegrzanie organizmu, spocenie się na samym starcie w pracy – przed dojazdem do pracy należy nieco zwolnić i pozwolić sobie na ostygnięcie, przed przebierankiem w korpociuszki. W ten sposób zapobiegniemy, atakowi nadmiaru potu na naszą świeżutką koszulę. Zanim pot zmieni się w nieprzyjemny zapach powinno minąć kilka godzin, więc po odpowiednim odświeżeniu nie powinno to być szczególnie uciążliwe.

Zmiana ubrania – jeżeli macie szczęście (jak ja) – będziecie mieli w biurze szafę w której możecie schować koszule i przechować je przez cały tydzień, a jeśli jesteście z tych co mają go mniej to musicie dostosować swoją garderobę do charakteru miejsca pracy i przewożenie odpowiednio zabezpieczonych ubrań w plecaku. Zmiana ubrania dokonywana jest zazwyczaj w kibelku lub w pomieszczeniu w którym pracujemy ( jeśli mamy swoje dedykowane pomieszczenie biurowe bo chyba nie chcemy świecić pupą na openspejsie). Niektórzy mogą się pochwalić nawet szatnią – wtedy to już tak zwana pełna opcja bo i prysznic się tam znajdzie.

Czas – Niestety dla śpiochów kiepska informacja, ale do przewalczenia, musicie wstać wcześniej, bo rower to nie Corvette i trochę więcej czasu potrzeba by dojechać do celu, jasna sprawa. Fajną rzeczą jest możliwość słuchania audiobooków podczas jazdy, dodatkowo ćwiczymy nogi – odpada czas spędzony na siłowni przy rzeźbieniu kulasów.

Bonus – powrót do domu rowerem, może być szybszy niż autem, bo kiedy wataha współpracowników wyjeżdża w swoich lśniących autach to samo robią pracownicy innych firm co skutkuje zatorem na ulicach miasta. Ścieżki rowerowe są za to drożne czy to rano czy po południu ( póki ten materiał nie trafi do szerszej publiczności ;).

Pogoda – może być wrzodem na dupie, tu trzeba się wyposażyć w rozwiązania profesjonalne jak to mówią Norwedzy, nie ma złej pogody jest tylko złe ubranie ( albo charakter ), ale nikt nie każe nam się mordować i dojeżdżać do pracy, kiedy przez całą podróż lecą nam wiadra wody na głowę, tyłek oraz plecy.

Bezpieczeństwo – Nie możemy go bagatelizować, kask się przydaje, w szczególności przy wyjazdach z bram, albo na skrzyżowaniach, gdzie samochodziarze przy prawo-skręcie nie przejmują się rowerzystami i najczęściej zauważają ich za późno i walą w nich przodem. Oświetlenie co prawda nie przydaje się za dnia, kiedy będziemy jeździć, jednak koszt lampek diodowych przód/tył jest wart tyle co dwa średniej jakości piwa, więc chyba warto mieć coś takiego przy rowerze. Ubezpieczenie OC oraz NNW również może się przydać, są nawet ubezpieczyciele, którzy mają w ofercie ubezpieczenia dedykowane rowerzystom.

Mam nadzieje, że przekonałem i po publikacji będziecie stadnie przemierzać trójmiejskie ścieżki w celach wiadomych. Wsiadać na rower!